Stolat.pl

Apollinaire Guillaume

Guillaume
Apollinaire

1970-01-01 - 1970-01-01

Sortuj według:

Apollinaire Guillaume SALOME

Ja uśmiech Jana jeszcze raz wywołam
Zatańczę lepiej Sire niż serafiny
Powiedz mi matko czemu niewesoła
Stoisz z delfinem w atłasach hrabiny

Serce mi biło biło bardzo silnie
Tańcząc na głos jego biegłam w szaleje
I wyszywałam na wstążeczce lilie
Nad jego laską myślałam powieje

Laską zakwitło Jordanu wybrzeże
Dla kogo teraz o królu Herodzie
Będęwyszywać gdy twoi żołnierze
Wzięli go zwiędły lilie w mym ogrodzie

Pójdzcie tam ze mną pod pnie ogrodowe
, Błaznie mój śliczny nie płacz
Zamiast grzechotki wez sobie tę głowę
Nie ruszaj matko już nie ma w niej ciepła

Sire proszę naprzód trabanci na kraniec
Tu wykopiemy dla niej rowek wąski
Zasadzę kwiaty i w kółeczko taniec
Poprowadzimy aż zgubię podwiązki
, , , Król swój lichtarzyk
, , , Infantka różaniec
, , , Ksiądz proboszcz brewiarzyk
więcej

Apollinaire Guillaume SCHINDERHANNES

W lesie gdzie z bandą się rozgościł
Schinderhann teraz rozbrojony
W przepięknym maju rży z miłości
Bandyta przy swej narzeczonej

Benzel kucnąwszy czyta Biblię
Kapelusz jego z piórem orła
Strzelniczą tarczą jest niechybnie
Dla zafajdańca Kuby Borna

Podczas gdy rzyga Julia Blaesius
Udając że ma napad czkawki
Hann tak fałszuje że byś nie zniósł
A Schulz nadchodzi taszcząc szaflik

I wrzeszcząc pośród leśnej darni
Łzy leje w cebrzyk wonny winem
Jeśli dziś zjawią się żandarmi
Majowe wino wychylimy

Chodz panna będzie nam weselej
Pij szklanka niech o szklankę stuknie
To jasne wino jest z Mozeli
Niech żyje zbój ubrany w suknię

Już ta bandytka się wstawiła
Chce Hanna lecz on chęci nie ma
Nie czas na miłość kurko miła
Lepiej nam daj coś do zjedzenia

Dziś wieczór zarżnę albo do dnia
Bogacza żyda gdziś nad Renem
Smolna poświeci nam pochodnia
Kwiatami mają się floreny

I bżdżą i śmieją się bandyci
Jedząc i pijąc całą hordą
I jak to Niemcy kiedy syci
Czulą się przed spełnieniem mordu
więcej

Apollinaire Guillaume STREFA

Na koniec ten starodawny świat ci sie przejada

Pasterko wieżo Eiffla nad ranem mostów pobekują stada

Grecka i rzymska antyczność twojego nie nasyci głodu

Tutaj starzyzną trąci już nawet widok samochodu
Religia sie jedna została nowsza nad wszystko
Religia prosta pozostała jak hangar na lotnisku

O chrześcijaństwo ty jedno w Europie zakwitasz świeżo
Najbardziej modernistycznym Europejczykiem jesteś ty Piusie X Papieżu
A ciebie którego dziś każde okno śledzi
Wstyd powstzrymuje od pójścia do kościoła i do spowiedzi
Czytasz prospekty katalogi afisze śpiewające głośniej niż kobiety
Oto poezja dzisiejszego poranku a dla prozy są liczne gazety
Książeczki po 25 centymów awanturniczych pełne figur
Portrety wielkich ludzi i tytułów wybór

Widziałem dziś rano ładną ulicę nazwy jej nie pamietam
Trombitą słońca była nowiutka czysto uprzątnięta
Od poniedziałku rano do soboty wieczór cztery razy dziennie po tej ulicy
Chodzą dyrektorzy piekne stenotypistki i robotnicy
Z rana trzy razy syrena tam gra
W południe dzwon zawzięty kołata
Napisy murów i obwieszczeń
Szyldy plakaty jak papugi wrzeszcą
Urok tej przemysłowej ulicy lubię niezmiernie
Leży ona w Paryżu między Aumont-Thieville a l'avenue de Ternes

Oto młoda ulica a ty jesteś jeszcze maleńkie dziecko
Matka ubiera cię na biało i niebiesko

Jesteś bardzo pobożny ty i Rene Dalize wierni przyjaciele
Najbardziej przepadacie za przepychem w kościele
Dziewiąta gaz pobłękitniawszy opadł z sypialni bursy wymykacie sie skrycie
Klęknąwszy w kaplicy szkolnej przez całą noc się modlicie
Gdy tymczasem w głębokich wiecznych ametystach
Krąży niezmiennie Chrystusowa chwała płomienista
Jest ona piekną lilią wychowanicą naszą
Rudowłosą pochodnią której wiatry nie zgaszą
To blady i szkarłatny syn matki bolejącej
Drzewo zawsze listwione w pacierzy tysiące
Podwójna szubienica i czci wieczności
Gwiazda o szóstym podziele
Bóg co umiera w piątek a zmartwychwstaje w niedzielę
To Chrystus który lepiej od lotników lata
On najwyższym wzlotem bije rekord swiata

Zrenica Chrystus oka
Dwudziesta zrenica wieków on to sfruwa z wysoka
I zmieniony w ptaka nasz wiek jak Jezus leci
Diabły w przepaściach podnoszą głowę by spojrzeć na ptaka stuleci
Mówią że naśladuje Szymona Czarownika
Krzyczą że to złodziej kiedy tak umyka
Anioły latają dokoła ślicznego lotnika
Enoch Ikar Eliasz Apoloniusz z Tiany
Szybują wokół pierwszego areoiplanu
Rozstępują się czasem aby przepuścić tych których Sakrament przemienia
Księży wstępujących wiecznie w czasie podniesienia
Samolot wreszcie przystaje choć skrzydeł nie składa
I niebo napełniają wnet jaskółcze stada
Ciągną w locie sokoły puchacze i kruki
Z Afryki przybywają ibisy flamingi marabuty
Ptak Roch którego poeci i bajarze wieszczą
Waży się w szponach ściskając Adama czaszkę najpierwszą

Orzeł horyzont orze krzyk wydając wielki
I z Ameryki małe koliberki
Z Chin zbiegają się zwinnych długich pihi roje
Po jednym mają skrzydle i latają po dwoje
A oto gołębica duch niepokalany
Towarzyszą jej ptak lira i paw nakrapiany
Feniks ten stos który sam siebie rodzi
Na chwilę wszystko w żarkim popiele grzebie
Syreny płyną z niebezpiecznych ciśnień
Wszystkie trzy spewające najpiekniejsze pieśni
I orzeł feniks pihi ptaków z krańców świata
Wszystko z latającą maszyną się brata

Teraz jesteś w Paryżu sam jeden idziesz w tłumie
Stado autobusów rycząc koło ciebie sunie
Niepokój milości chwyta cię za gardziel
Jakby miłośc na zawsze miała cię w pogardzie
Gdybyś żył w dawnych czasach zamknąłbyś się w klasztorze
Nikt spośród was odmówić bez wstydu modlitwy nie może
Kpisz ze siebie i jak ogień piekieł smiech twój się burzy
Skry twego śmiechu zdobią głąb życia płatkami róży
Jest to obraz w muzeum wisi okryty mrokiem
Zachodzisz tam czasami aby nań rzucić okiem

Dziś chodzisz po Paryżu we krwi kobiety młode
To było chciałbym zapomnieć to było u schyłku urody

W ognistych kłębach Najświętsza Panna spojrzała na mnie w Chartres
Krew twego Serca Świętego skropiła mnie na Montmartre
Choruję kiedy usłyszę błogosławieństwa słowo
Miłość na którą cierpię jest wstydliwą chorobą
A obraz co cię nawiedził odbiera ci sen i spokój
Ten obraz który przemija wciąż dotrzymuje ci kroku

Teraz jesteś na brzegu Morza Śródziemnego
Pod cytrynami kwitnącymi od roku do roku
Na przejażdżki z przyjaciółmi wypływacie w łodzi
Jedne nicejczyk są dwaj turbianie jeden z Mentony pochodzi
Ze strachem patrzymy jak polip głębiny wybiela
A między algami nurkują ryby obrazy Zbawiciela

Jesteś w okolicach Pragi w ogródku za gospodą
Czujesz się całkiem szczęśliwy na stole róża przed tobą
I patrzysz zamiast pisać opowieść swej podróży
Na chrząszcza uspionego w sercu młodej róży

Przerażony oglądasz w agatach Świętego Wita swoje odbicie
Byłeś smutny w ten dzień jak gdyby miało cię opuścić życie
Jesteś podobny do Łazarza co od świata oszalał
W żydowskiej dzielnic w Pradze idą wstecz wskazówki zegara
I ty przez swoje życie powrotnym idziesz torem
Z wolna wstępując na Hradczyn albo w taqwernie wieczorem
Kiedy czeskich piosenek słuchasz skupiony

Oto jesteś w Marsylii a dokoła kawony

Oto jesteś w Koblencji w Gigantów hoteliku

Oto w Rzymie usiadłeś u stóp japońskiego niespliku

Oto jesteś w Amsterdamie z dziewczyną ktorą uważasz za piękną a która
, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , jest szpetna


Niedługo ma wyjść za mąż w Leydzie za studenta
Najmują tam pokoje cubicula locanda zwane pamiętam
żem trzy dni z rzędu tam spedził tyle co w Guda mniej więcej

Jesteś w Paryżu zeznajesz przed sędzią
Jak przestępcy w kajdany okuto ci ręce

Odbywałeś podróże wesołe i bolesne
Zanim się ustrzegłeś przed kłamstwem i przed snem
Cierpiałeś zmiłości w roku dwudziestym i trzydziestym
Ja com czas swój roztrwonił jak szaleniec jestem
Nie śmiesz spojrzeć na swoje ręce a ja każdej chwili gardło pełne łez mam
Łez nad tobą nad tą którą kocham nad wszystkim co budzi twój przestrach


Patrzysz na biednych emigrantów i oczy we mgle ci toną
Modlą się wierzą w Boga żony ich karmią dzieci
Przed odjazdem dworzec Świętego Łazarza napełniają swoim odorem
Święcie wierzą w swą gwiazdę jak trzej królowie magowie
W Argentynie spodziewają się wydzwignąć z nędzy
I powrócić ale z wielkimi pieniędzmi
Ja wy niesiecie swe serce tak czerwoną pierzynkę niesie biedna rodzina
Jednako są nierealne i nasze sny i ta pierzyna
Niejeden z tych emigrantów zostaje tu i obiera
Siedzibę na rue des Rosiers lub rue des Ecouffes w ruderach
Widuje ich często wieczorem jak przechadzają sie po ulicy
Rzadziej zmieniają miejsca niż pionki na szachownicy
Zwłaszcza jest wielu żydów ich żony okryte peruką
Bezkrwiste w głębi kramów przesiadują długo

Teraz stoisz przed ladą w niechlujnym barze
Za dwa sous pijesz kawę jak ci oto nędzarze

Jesteś w wielkiej restauracji gdy zapadnie noc

Tekobiety nie są złośliwe tylko że moc mają trosk
Wszystkie najbrzydsza nawet dręczyła swego amanta

Jest to córka policjanta na wyspie Jersey

Ręce jej których nie widziałem są twarde i chropowate

Niezmierną litośc budzą we mnie szwy na jej brzuchu

W okropnym śmiechu zniżam usta do biednej dziewczyny

Jesteś sam już nadchodzi poranek
Ulice brzęczą od mleczarskich baniek

Noc się oddala jak piękna Metywa
To Ferdina fałszywa albo Lea życzliwa
I pijesz ten alkohol palący jak życie
życie które pijesz jak wódkę obficie

Idziesz w kierunku Auteil do domu wracasz pieszo
Spać między fetyszami Australii i Gwinei
To innych wiar Chrystusowie którzy inaczej się mierzą
Są to niżsi Chrystusowie niejasnej nadziei

żegnaj żegnaj


Słońce szyjo ścięta
więcej

Apollinaire Guillaume SZEF KOMPANII

Moje usta mieć będą żary gehenny
Moje usta będą ci piekłem słodyczy i pokusy
Aniołowie moich ust wejdą na tron twego serca
żołnierze moich ust wezmą cię szturmem
Księża moich ust owieją kadzidłem twoją urodę
Twoja dusza drżeć będzie jak okolica podczas trzęsienia ziemi
Twoje oczy naładują się wtedy całą miłością nagromadzoną w spojrzeniach
, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ludzkości od jej zarania
Moje usta będą armią przeciw tobie armią pełną przeciwieństw
Zmienną jak czarnoksiężnik który potrafi zmieniać swoje postaci
Orkiestra i chóry moich ust wypowiedzą ci moją miłość
Usta ją szepcą tobie z daleka
Kiedy oczy utkwiwszy w zegarku oczekuję wyznaczonej minuty ataku
więcej
Wykonanie: SI2.pl
Jak prawie wszystkie strony internetowe również i nasza korzysta z plików cookie. Zapoznaj się z regulaminem, aby dowiedzieć się więcej. Akceptuję