
Adam
Ważyk
1970-01-01 - 1970-01-01
Sortuj według:
Ważyk Adam Wykres
Kazano ci narysować dom sztychem i dowieść,
że w kwadrat ten można wpisać szczęśliwą rodzinę.
Z zużytych wolisz zapałek układać złą powieść
i czekać dawnych przyjaciół. Wrócą za godzinę.
Nigdy zegarka nie miałeś! Czas płynie przez palce,
znosi z nich namul drobiazgów, które znasz nie ceniąc;
aż potkniesz się - gubiąc laskę, jak w serdecznej walce,
o srebrną łzę uronioną nie wiesz jak - o pieniądz.
Wystarczy to na dom z żoną i pejzaż za oknem!
Jesteś mężczyzną, masz wybór czternastu kieszeni,
tam jest przewodnik po świecie - pęknięte binokle,
jest przyszłość, chustka zwinięta, stek fałd i promieni.
że w kwadrat ten można wpisać szczęśliwą rodzinę.
Z zużytych wolisz zapałek układać złą powieść
i czekać dawnych przyjaciół. Wrócą za godzinę.
Nigdy zegarka nie miałeś! Czas płynie przez palce,
znosi z nich namul drobiazgów, które znasz nie ceniąc;
aż potkniesz się - gubiąc laskę, jak w serdecznej walce,
o srebrną łzę uronioną nie wiesz jak - o pieniądz.
Wystarczy to na dom z żoną i pejzaż za oknem!
Jesteś mężczyzną, masz wybór czternastu kieszeni,
tam jest przewodnik po świecie - pęknięte binokle,
jest przyszłość, chustka zwinięta, stek fałd i promieni.
Ważyk Adam Zabawa w ciemno
Nic tu nie spłonęło, pralnia się paliła,
przyjechali strażacy i przywieźli sikawki.
żaden się dziwoląg nigdzie nic narodził,
to dziewczyna w bramie zakrzyknęła roniąc.
Krajobraz się zmienił, ale nic posmutniał,
poborcy tedy przeszli w uśmiechniętych maskach.
Mury są bez okien, to i okna bez murów,
drzewa są bez cienia, to i cienie bez drzew.
Jedno z drugim się zwiąże domowym sposobem,
za godzinę strażacy przywiozą sikawki.
przyjechali strażacy i przywieźli sikawki.
żaden się dziwoląg nigdzie nic narodził,
to dziewczyna w bramie zakrzyknęła roniąc.
Krajobraz się zmienił, ale nic posmutniał,
poborcy tedy przeszli w uśmiechniętych maskach.
Mury są bez okien, to i okna bez murów,
drzewa są bez cienia, to i cienie bez drzew.
Jedno z drugim się zwiąże domowym sposobem,
za godzinę strażacy przywiozą sikawki.
Ważyk Adam Zatopiona kopalni...
Miasto było piękne jak kopalnia węgla
a okna? Okna były lampkami górników
a tylko zamiast windy kosz nad moją głową
kosz kwiatów się kołysał nie wiadomo skąd!
Skąd róże?
Skąd brunetki ogromne o włosach ziarnistych jak kawior?
O syreny o morze wybłysków i zmrużeń
Pocałunki długie jak burze biblijne
wykroiły mi usta klarownym diamentem
W szybie nocy gościnnym w kopalni zatopionej
przez ramiona sprzęgnięte w ognisko krótkich spięć
przez pulsujące i białe jak żona
przenikał golfstrom widziany ciałem
zalewał mnie uchodził przemykał się jak rtęć
a okna? Okna były lampkami górników
a tylko zamiast windy kosz nad moją głową
kosz kwiatów się kołysał nie wiadomo skąd!
Skąd róże?
Skąd brunetki ogromne o włosach ziarnistych jak kawior?
O syreny o morze wybłysków i zmrużeń
Pocałunki długie jak burze biblijne
wykroiły mi usta klarownym diamentem
W szybie nocy gościnnym w kopalni zatopionej
przez ramiona sprzęgnięte w ognisko krótkich spięć
przez pulsujące i białe jak żona
przenikał golfstrom widziany ciałem
zalewał mnie uchodził przemykał się jak rtęć
Ważyk Adam Zwierzenia
To nieprawda, że zjadłem rozumy,
nim doszedłem do lat dziewiętnastu,
Zasłuchany w wiosenne poszumy,
.rodzinnemu dziwiłem się miastu,
W nowe barwy, w nagle skojarzenia
uwikłany, nieprzytomny chłopak -
iłem rzucał na trotuar cienia,
tyłem prochu w tym mieście ukochał.
Dzień witając furkotem rolety,
gestem w oknie i słowem niedbafem -
nauczyły mnie mądre kobiety,
że nie zawsze sic gardzi banałem.
Nauczyli mnie starcy i dzieci
nie pomiatać prawdą tautologii,
że wiatr wieje i że hsiężyc świeci -
czegóż więcej mnie nauczyć mogli?
Wielu rzeczy się prostych uczyłem,
alem ciebie, jedyna, zapomniał,
miejska wiosno, latająca pyłem,
i pyl opadł, a rozum zogromniat.
Gdzie jest miasto, co stało nad Wisłą?
Nie mów, serce, żem skrycie je kochał,
pociskami się serce rozprysło
w kaleczonych, wrzeszczących obłokach.
Może jednak powrócić się zdarzy
z wieloletniej, śmiertelnej mitręgi,
aby w mieście zielonych cmentarzy
wyspowiadać się tym, co polegli...
Poczuć wiosnę i zdziwić się miastu,
i twojego przerazić się gestu,
muzo, muzo mych lat dziewiętnastu,
smutna żono moich lat trzydziestu,
nim doszedłem do lat dziewiętnastu,
Zasłuchany w wiosenne poszumy,
.rodzinnemu dziwiłem się miastu,
W nowe barwy, w nagle skojarzenia
uwikłany, nieprzytomny chłopak -
iłem rzucał na trotuar cienia,
tyłem prochu w tym mieście ukochał.
Dzień witając furkotem rolety,
gestem w oknie i słowem niedbafem -
nauczyły mnie mądre kobiety,
że nie zawsze sic gardzi banałem.
Nauczyli mnie starcy i dzieci
nie pomiatać prawdą tautologii,
że wiatr wieje i że hsiężyc świeci -
czegóż więcej mnie nauczyć mogli?
Wielu rzeczy się prostych uczyłem,
alem ciebie, jedyna, zapomniał,
miejska wiosno, latająca pyłem,
i pyl opadł, a rozum zogromniat.
Gdzie jest miasto, co stało nad Wisłą?
Nie mów, serce, żem skrycie je kochał,
pociskami się serce rozprysło
w kaleczonych, wrzeszczących obłokach.
Może jednak powrócić się zdarzy
z wieloletniej, śmiertelnej mitręgi,
aby w mieście zielonych cmentarzy
wyspowiadać się tym, co polegli...
Poczuć wiosnę i zdziwić się miastu,
i twojego przerazić się gestu,
muzo, muzo mych lat dziewiętnastu,
smutna żono moich lat trzydziestu,